niedziela, 6 grudnia 2015

141. TO BALLADA O ZABITEJ, która nagle z krzesła wstała.

TO BALLADA O ZABITEJ, która nagle z krzesła wstała. 
Mitshie
▲▲▲
"… Czasami chce mi się rzygać tą miłością. Ileż można tęsknić za czymś, czego nigdy nie było? Ile można wylać łez dla miłości nierealnej. Dla człowieka nierealnego. Czy, paradoksalnie, nie byłabym szczęśliwsza nie-kochając?

‒ Jesteś makiem na wietrze, spowitym krwią, a ja jestem jak płatek wiśni, który zrywa się do lotu i opada bardzo daleko od łąki. I właśnie dlatego nie mogę z tobą iść. Właśnie dlatego ty nie chciałeś, żebym z tobą szła, pamiętasz? - przełknęłam ślinę, wzbraniając przed powiedzeniem tego, co winnam powiedzieć już dawno temu. W chwili zjednania się jednak naszych oczu, wyszeptałam:
- Nie będę już czekać. Chce żyć. Odrodzić się… jak Konoha. Poturbowana, zniszczona Konoha. To moja szansa. I wiem też, że wtedy, kiedy mi odmówiłeś również chciałeś mi ją dać. To t w o j a ścieżka odkupienia; tak powiedziałeś.
Trwaliśmy tak ułamek sekundy; tyle mi wystarczyło. Zamknęłam oczy, bo wiedziałam, że to właśnie uczynić należy, że to rani, ale że zrani bardziej, gdy tego nie zrobię. Pozwoliłam łzom opuścić wartę. Poczułam jeszcze jego oddech przy uchu i usłyszałam głos:
‒ Nie ‒ powiedział twardo, by dodać miękkim barytonem: ‒ Ty jak przebiśnieg, który nie doczekał wiosny.
A kiedy uchyliłam moją małą kurtynkę…
Sasuke odszedł już na zawsze."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz