poniedziałek, 27 lipca 2015

49. Najczęściej tracą wolność ci, co jej pragną.

Najczęściej tracą wolność ci, co jej pragną.
Rhan Boleyn
▲▲▲
Ojcze nasz, który jesteś w niebie... Uśmiechałeś się. Szedłeś dumnie wyprostowany w szpalerze ludzi, z rękami w kajdanach, w czerwonym płaszczu i z uśmiechem, którym witał mnie niemal każdego dnia, od początku mojego życia. Szedłeś przed siebie, wciąż z uśmiechem, jakby przed tobą była faktycznie kolejna z ukochanych przygód. Pragnąłeś wolności. Czy możemy nazwać śmierć wybawieniem? Kiedy straciłam to, o co tak usilnie zabiegałam? Kiedy wypadło mi z rąk to, o co byłam gotowa zabić? Ty wiedziałeś, Roger, a mimo to milczałeś. Wola D, o której mi zawsze opowiadałeś, nakazuje nam przyjmować śmierć ze spokojem, bo przecież nie ma się czego bać. Nie odchodź, kapitanie. Czy nie jest ci żal tego wszystkiego, co zostawiasz? "Tam, do diabła, nie pozwolę ci umrzeć!" Nie możesz odejść. Proszę cię, nie odchodź. Jak powinnam żyć, jeśli ciebie zabraknie? Zaczynam płakać, gorzko rozpaczając po życiu, które bezpowrotnie przeminęło. Co teraz? Gdzie iść? Roger? Dlaczego? Ale nas zbaw ode złego, bo Twoje jest Królestwo, chwała, potęga. Na wieki, wieków. Amen.

OPUŚCIŁ NIEBO

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz